wyszukiwanie zaawansowane

Staropolskie obyczaje w Panu Tadeuszu



Staropolskie obyczaje w Panu Tadeuszu

Temat: Bartek zwany Prusakiem jest autorem cytatu: „Ilekroć z Prus wracam chcąc zmyć się z niemczyzny /Wpadam do Soplicowa jak w centrum polszczyzny”. Czy podzielasz ten pogląd? (rozprawka)

Staropolskie Obyczaje W Panu Tadeuszu

Aby odpowiedzieć na pytanie tematu przede wszystkim trzeba zastanowić się nad trzema punktami: Jakie zwyczaje i znaki po Polsce pozostały w dworze w Soplicowie? Czy- i w jaki sposób próbowano zachować Polskość, oraz jak byli do tych działań ustosunkowani mieszkańcy Soplicowa? Po odpowiedzi na te pytania zrozumiemy w pełni, dlaczego Bartek Prusak zmywał się z niemczyzny akurat u Sopliców. Nie ulega wątpliwości fakt, iż dwór w Soplicowie przepełniony był ogromną ilością pamiątek po niepodległej Polsce. Najwyraźniej przedstawia to autor w pierwszej księdze:

Staropolskie Obyczaje W Panu Tadeuszu

I też same portrety na ścianach wisiały.
Tu Kościuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma
Podniesionymi w niebo, miecz oburącz trzyma;
(…)
Dalej w polskiej szacie
Siedzi Rejtan żałośny po wolności stracie.
(…)
Dalej Jasiński, młodzian piękny i posępny,
Obok Korsak, towarzysz jego nieodstępny.

Staropolskie Obyczaje W Panu Tadeuszu

Na ścianach widnieją więc wizerunki wielkich polskich patriotów walczących dawnej o wolność ojczyzny, najważniejszy jest jednak zegar, do którego podszedłszy, Tadeusz…

Staropolskie Obyczaje W Panu Tadeuszu

…z dziecinną radością pociągnął za sznurek,
By stary Dąbrowskiego posłyszeć mazurek.

Stary zegar kurantowy jest najważniejszym elementem wystroju wnętrza nie ze względu na wskazywany czas, ale z powodu melodii. Melodii patriotycznej.
Wszystko to po to, aby młodzież nie zapomniała o tym, że Polska to niepodległy kraj, jeśli nie na mapie Europy, to przynajmniej w tym jednym dworze. Przedstawiciele starszego pokolenia zauważają bowiem zagrożenia płynące ze strony mody na wszystko co obce. Coraz częściej młodzi ludzie ubierają się po francusku, zapominają o polskich zwyczajach, a więc trzeba im je przypomnieć poprzez ich stosowanie i naukę. Tylko w ten sposób można zachować Polskę w ich sercach. Patriotycznych sercach.
Z tej właśnie potrzeby wynika ważna Sędziego nauka o grzeczności i Podkomorzego uwagi polityczne nad modami. Jest to pierwszy sygnał ze strony tych właśnie starszych ludzi, pamiętających Rzeczpospolitą, że coś jest nie tak, że coraz częściej młodzież zapomina o tym, co najważniejsze, o Polsce. Niestety, z czasem ich najgorsze obawy stają się przykrą rzeczywistością kiedy, chociażby, Telimena zmusza swojego przyszłego męża do ubierania się po francusku. Z drugiej jednakże strony, Zosia, wychowywana przez Telimenę, nie zgadza się na publiczne pokazanie się w stroju innym niż tradycyjny, prosty, polski. Czyż i to nie jest patriotyzm?
Mickiewicz pokazał w „Panu Tadeuszu”, jak różni są ludzie: jedni zapominają o kraju w którym żyli, inni ubolewają nad stratą ojczyzny, jeszcze inni wreszcie walczą bez końca w imię wolności. Jednym z takich ludzi jest ksiądz Robak, czyli Jacek Soplica. Jest on jednym z niewielu bohaterów czynnie przeciwstawiających się niewoli. Jest on częstym bywalcem w Soplicowie, gdzie próbuje przygotować powstanie ziem litewskich. Walczył już na wielu frontach po stronie Napoleona, a teraz chce przywitać cesarza w już wyzwolonej Litwie. Wspomniałem o Napoleonie. Nie tylko Robak czekał na niego. Cały naród polski wiązał z nim ogromne nadzieje. Wszyscy liczyli na to, że w swoim marszu na Moskwę „przy okazji” wyzwoli Polskę i Litwę. Wszyscy mieli nadzieję, że już skończy się ta niewola i Polska znowu będzie mogła istnieć na mapach. Nadzieja ta rosła z każdą chwilą, z każdym kolejnym metrem przebytym przez wojsko francuskie, z każdą kolejną wiadomością o zwycięstwie. Nic więc dziwnego, że wizyta wielkich przywódców wojsk napoleońskich w Soplicowie stała się okazją do wielkiej manifestacji polskiego patriotyzmu. W czasie pobytu w dworze soplicowskim Dąbrowskiego, Kniaziewicza i innych dowódców wielkiego wojska, dwór ten dwukrotnie dał popis nieprawdopodobnego wręcz patriotyzmu. Najpierw za sprawą Wojskiego i jego serwisu, później dzięki Jankielowi, ale o tym za chwilę.
Wszelkie potrawy na ucztę dla wielkich gości przygotowywał Wojski. Podał on swoje dania na niecodziennym serwisie. Przedstawiał on w piękny sposób sceny z czasów świetności Rzeczypospolitej. Był on jak fotografie, które w tamtych czasach przedstawiały codzienność, dziś jednak wyciskały z każdego łzy tęsknoty za tym, co utracone. Przedstawiały scenki z sejmików, zgromadzeń szlachty, wyborów i nic nie byłoby w tym nadzwyczajnego gdyby nie pojedynczy osoby, które burzyły całą harmonię obrazów. Jednym z nich był szlachcic, który nie mógł podjąć ostatecznej decyzji i zdawał się na los, fatum. Dla tego człowieka nie istniały żadne zwierzchnie wartości. Na drugiej scenie przedstawionej na talerzach również dokonywano ważnych wyborów i widać już było, że szlachta doszła do porozumienia z wyjątkiem jednej osoby, zdrajcy krzyczącego „veto!”. Burzy on wszystko, całe zmagania szlachciców, dla tego człowieka nieważne jest dobro ogółu, najważniejsze jest jego własne zdanie. Te dwie postacie są na serwisie symbolami niezdecydowania, bierności, egoizmu i zdrady, które doprowadziły Polskę do upadku.
Drugą manifestacją patriotyczną stał się koncert na cymbałach w wykonaniu Jankiela, starego Żyda, mistrza gry na tym instrumencie. Już od początku jego gra przybiera charakter narodowy. Zaczyna od Poloneza Trzeciego Maja i od razu napełnia serca zgromadzonych radością. Młodzież, nie rozumiejąc prawdziwego znaczenia gry Jankiela, zaczyna tańczyć, lecz starcy rozumieją, pamiętają: „Starców myśli z dźwiękiem w przeszłość się uniosły”. Tak, starcy pamiętali, pamiętali również o Targowicy, która pojawiła się w grze Jankiela pod postacią zdradzieckiego, fałszywego tonu. Po innych patriotycznych utworach rozbrzmiał wreszcie wspaniały Mazurek Dąbrowskiego, dumny hymn wolności, niepodległości i patriotyzmu budząc w każdym sercu pamięć i żal, tęsknotę.
Takie momenty łączyły wszystkich w patriotycznym oczekiwaniu na wolność, a także w walce. Tak było w czasie zajazdu, kiedy dwa zwaśnione rody połączyły siły przeciw Moskalom. Tak też było na frontach, w wojsku napoleońskim. Nie istniały podziały, nie istniały spory, istniała tylko wiara w zwycięstwo, nadzieja na wolność i miłość do ojczyzny.
Soplicowo było miejscem, gdzie istniała Polska. Kto wie, może nie tylko w sercach Polaków. Może przez ten patriotyzm, przez tą wiarę Soplicowo stało się swoistą enklawą wśród zła i niewoli. Może ta nadzieja była tak silna, że roztoczyła wokół Soplicowa pewną barierę dla wszelkich rosyjskich wpływów. Może ta miłość do ojczyzny pozwalała zapomnieć na chwilę o jej stracie. Zaiste, czyż nawet pomimo rosnącej w siłę mody na francuszczyznę, takie miejsce nie było doskonałe do zmycia z siebie niemczyzny?…

  • Data: Grudzień 15, 2012
  • Komentarzy: 0
  • Skomentuj

KOMENTARZE

Brak komentarzy

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


2 − = jeden